Bullet Journal Październik

Witam, witam w październiku!

Trochę mnie nie było, to prawda przyznaję, jednak powracam z ogromem energii. Energii do działania, rzecz jasna. O tym, gdzie ładowałam baterie, porozmawiamy w innym wpisie , a teraz porozmawiajmy o moim październikowym Bullet Journalu.

Nie wiem jak Wy, ale ja cieszę się niebywale z nadchodzącej złotej polskiej jesieni. Wyszukuję zmieniających barwy liści, prawa do wypicia gorącej herbaty, bez oblania się zimnym potem i tych długich wieczorów spędzonych na randkowaniu z lordem Litllefingerem ;). Jednak nawet te wieczory trzeba planować. I do tego służy mi właśnie Bullet Journal. Jeżeli ktoś nie widział mojego posa wrześniowego to gorąco zapraszam do linku

Jednak w tamtym wpisie jedynie pokazywałam mniej mówiłam, także może najpierw odpowiemy sobie na pytanie:

Czym jest Bullet Journal?

BuJo może być w zasadzie wszystkim. To może być połączenie wszystkich journalii jakich tylko Wam potrzeba. Szkicownik, Pamiętnik, Pamiętnik podróżniczy i tak dalej wymieniać, ale to przede wszystkim kreatywny planner, który od początku do końca tworzą Wasze własne dłonie. Nic, ale to nic Nas nie ogranicza. Nawet kratki można wymienić na kartki kropkowane albo te zupełnie puste. Masz miejsce na każdą notatkę.

Jeżeli jako tako mamy tę kwestię załatwioną, to zapraszam do oglądania i czytania.

Zaczynamy!

Witajcie w moim nowym notesie, tym razem w kropki. Tak wiem. nie skończyłam tego pierwszego, jednak popróbowałam trochę pisania na kartkach w kropki i muszę przyznać jest to nieporównywalnie wygodniejsze (no i oczywiście bardziej insta friendly).

Ten notes mam ze sklepu internetowego Devangari Art  , o którym może napiszę recenzję. Zamówiłam zeszyt w zestawie wraz z brush penem i naklejkami, także, uprzedzam pytania, nie rysuję aż tak dobrze lolz.

Strony tytułowej i pierwszej strony nie pokażę, bo po prostu ich jeszcze nie ma. Nie pokażę też próbnika kolorów, ponieważ podczas sesji, hmm „sesji”, zapomniałam najzwyczajniej w świecie zrobić te feralne zdjęcie. Nie przedłużając…

Na tej stronie, będzie się kształtowało moje ciało i umysł (why am i being so dramatic?). Rozpisałam ostatnie trzy miesiące 2017 roku i obok zostawiłam miejsca na zdjęcia progresu. Oprócz spadających lub szybujących w górę kilogramów rozpisałam tu BMI i wymiary. Pokładam w sobie ogromne oczekiwania, że w końcu mi się uda.

Jesień to sezon dyni, która swoją drogą ma specjalne miejsce w moim serduszku. Dla mnie, jeżeli coś jest z dynią, a zwłaszcza piżmową, jest już z góry dobre. Nie raz się na tym przejechałam.

-To jest z dynią – mówi twórca potrawy.

-Genialne – mówię, chociaż wygląda jak podroby. Próbuję, optymistycznie zakładając, iż to będzie takie, jakie sobie sama zapowiedziałam, bo przecież to dynia. Niestety nie tylko wygląda to jak podroby.

(Te zdjęcie zrobiłam dosłownie przed chwilą, przepraszam zatem za jakość)

Motywem przewodnim są piękne słowa motywacyjne, które pisałam sama dla siebie.

Ucięłam trochę Nawyki, ale jak teraz o tym myślę, to chyba dobrze, że tak się stało, gdyż napisałam tytuł nie dość, że po angielsku, to jeszcze krzywo. Jednakże to bynajmniej nie było zamierzone. Chcę dalej kształtować nawyki z zeszłego miesiąca, dlatego nie doszły żadne nowe. Chciałam być też oszczędna, tak jak to było w starym zeszycie A4. Jak można się domyśleć, z formatem A5 już nie jest tak łatwo.Dodałam z boku strony półkę ze słoikami.

Sleep Tracker, bo nie wiem jak ładnie przełożyć to na polski (jeżeli ktoś wie, proszę podziel się tym ze mną w bullet journalu). Akurat wyszło, że mogłam dodatkowo rozpisać i noc i ranek i nawet południe, nie wspominając już o popołudniu. To się dopiero nazywa dobre zagospodarowanie miejscem. Niestety ( albo i na szczęście) nie zamierzam być architektem.

Wydatki, czyli o skarbie państwa mój Ty skarbie. Podzieliłam moje pieniążki na trzy grupy : zaplanowane, niezaplanowane i jedzenie. W tym miesiącu mam wyjątkowo dużo wydatków z uwagi na to, że porwałam spodnie mundurowe, a moje moro jest na mnie za małe. No cóż miejmy nadzieję, że strona z progresem wagi wypali.

Poniżej znajdują się statystyki, których jeszcze nie wypełniłam, a przynajmniej na zdjęciach tego nie widać, gdyż zdjęcia robiłam 30 września. Generalnie to nic nie jest wypełnione.

Długo się zastanawiałam czy dzielić się taką informacją, ale przypomniałam sobie co napisałam w Pierwszym Poście.

Więc tak piszę swoją książkę. I zanim mnie wyśmiejecie, bo przecież „ona przecież nie umie pisać! haha! Jest za młoda! Hehe”, to zwróćcie uwagę, że każdy od czegoś zaczynał. Poza tym jeżeli stosunkowo wcześnie zacznę, przypomnijmy, że mam 15 lat, to dłużej będę mogła z tego żyć. Czy po prostu szybciej się nauczę, bo młoda głowa szybciej przyswaja informacje. I uprzedzam pytania: NIE PUBLIKUJĘ NA WATTPADZIE.

Rozdziały będę pisać raz w tygodniu, żeby wyrobić nawyk, za to na blogu posty będą pojawiać się raz na dwa tygodnie. Przynajmniej tak będzie w październiku.

Ostatnia strona jaką Wam dziś pokaże to już typowe planowanie. Postanowiłam ukazać jak planuję dzień w domu. Jakbym owego planu nie zrobiła, dzień byłby męcząco nieproduktywny.

To byłoby na tyle. Dajcie znać czy podoba Wam się ta seria i czy sami prowadzicie swój kreatywny planner.

Zakasam rękawy

Małgosia Ejsmont

nie może Cię tu zabraknąć
0

Jedna myśl na temat “Bullet Journal Październik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *