Bullet Journal Listopad 2017

Bullet Journal Listopad 2017, czyli zepsute jabłko z przepiękną wstążką.

Zapewne już widzieliście, że mój BuJo ani nie wygląda jakoś oryginalnie, ani wcale nie jest dobrze skonstruowany. Wcale a wcale. Pierwsze skorygowałam naprawdę pomyślnie. Takiego pomysłu na desing miesięczny jeszcze nie widziałam… mam przynajmniej taką nadzieję. Prawie zawsze tak jest, kiedy próbujesz być „jedyny w swoim rodzaju” , występuje prawdziwa husaria (przynajmniej w ich mniemaniu husaria), która za swój cel obiera powiedzenie komuś, że się myli i że to co zrobił już było. Mają rację, nie próbuję zaprzeczać. Kiedyś nawet napisałam wiersz o tym, że czas zabił wyjątkowość albo że już wszystko zostało opublikowane.

Z faktem, iż źle rozpisuję swoje tabelki, coś zrobię, już w tym miesiącu zauważyłam poprawę. Jednak logika zawiodła i np. tabelka z trackerem snu jest kompletnie do wyrzucenia, o czym się za chwilunię przekonacie.

Ten miesiąc zapisywałam w notesie w kropki od Devangari-Art (link do sklepu).

Motywem przewodnim miesiąca są psychodeliczne grzybki, nawet nie macie pojęcia, jak fascynujące jest dla mnie wykańczanie takich line-otowych prac. W kolorowaniu tego babiego lata służyły mi kredki akwarelowe Creadu z Empiku (link do kredek) (link do sklepu Empik). Tego typu prace doskonale wprawiają w temperowaniu. No ręka mnie tak nigdy nie boli, jak przy temperowaniu łamiących się ołówków. Naklejka w kształcie wiązanki okrągłej, z piór na nocnym niebie utkanej, znajdziecie również w sklepie Devangari (link do naklejek).

Nieprofesjonalnie do kalendarzyku miesięcznego wpisałam kilka swoich wydarzeń. No cóż nie jest to nic osobistego, więc hulaj duszo. Tak jak na stronie tytułowej nie dobierałam kolorów w ogóle, tak na tych dwóch stronach pod tym względem się popisałam. Tę stronę pokolorowałam więc w kolory jesieni.

Tu już kolorystyka zmieniła się na bardziej chłodną. Względem poprzedniego miesiąca, gdzie za bardzo oszczędzałam miejsca, zrobiłam niezwykle duży postęp. To był taki syndrom odstawienia zeszytu A4 lolz. W tym miesiącu będę ćwiczyć minimalizowanie porannej pielęgnacji, ale też codzienne czytanie, bo mam okropnego „kaca książkowego” po ponownym przeczytaniu „Gry o tron” z serii „Pieśni Lodu i Ognia” George’a R.R. Martina. A także codzienne tworzenie poprzez malowanie, rysowanie czy szkicowanie. W zestawieniu znalazł się też czas na naukę, która stwarza czasem dla mnie okropny problem. Szczególnie wtedy, gdy wracam po 18;00 pm do domu i jedyne na co mam siłę i ochotę to rzucenie się na łóżko i pozostanie tam. Jest tu też zmianka o Klubie 5:00 am, o którym może kiedyś będzie osobny wpis. Piszę kiedyś, ponieważ jak na razie wykorzystuję każdą minutę poranka na sen aż do momentu, kiedy grozi mi spóźnienie.

Tutaj pomerdałam zupełnie co i jak. Ah szkoda mówić, dlatego rysowałam. Niestety naprawdę niewygodnie się to uzupełnia. Lecz i tak zapewne pod koniec miesiąca obejrzę się, że nie wypełniłam połowy.

Przy statystykach postawiłam na ozdabianie jedną cienką warstwą kredki w każdym kwadraciku.

Mam małe pretensje do samej siebie, że nawet nie spróbowałam pokolorować tego ozdobnika nad Planami książkowo-blogowymi (czymkolwiek to jest). Jak już zapewne zauważyliście w tym miesiącu już napisałam coś tam o tym, czym jest dla mnie minimalizm (link do wpisu). Zapraszam serdecznie.

Naklejka Wednesday Adams z „Rodziny Adamsów” zrobiona przez koleżankę, której z tego miejsca przesyłam gorące pozdrowienia.

Zdecydowałam, że w tym miesiącu zacznę zapisywać wszystko co jem w takich oto tabelkach. A przynajmniej spróbuję.

Także to już wszystko na dziś. Zapraszam do subskrypcji mojego bloga i zapisania się do newslettera. Polecam też zajrzeć na mój Instagram (link).

Do usłyszenia

Małgosia Ejsmont

nie może Cię tu zabraknąć
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *